Po raz trzydziesty czwarty gra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Wszędzie wolontariusze z puszkami podchodzą, zbierają pieniądze, trwają licytacje w mediach. W miastach i wioskach odbywają się koncerty oraz różne inne wydarzenia, a wszystko w jednym celu: zebrać jak najwięcej pieniędzy. I to jest ok, może tak być, to wolny kraj i każdy może pomagać, jak chce. Ja nie chcę w ten sposób.
To, co mnie razi i powoduje, że po bardzo wielu latach przychylnego patrzenia i wspierania WOŚP dzisiaj tego nie robię - to nachalna, momentami brutalna kampania i odbieranie prawa do nieuczestniczenia w akcji wszystkim tym, którzy z różnych powodów udziału w niej nie biorą. Dzisiaj mam dystans i wolę angażować się w inne formy pomagania, niż ta proponowana przez Jerzego Owsiaka.
Denerwują mnie pytania:
„A Ty już wrzuciłeś?
A dlaczego nie wrzuciłeś jakiegoś zdjęcia z serduszkiem?
A dlaczego nic nie napisałeś i się nie zaangażowałeś? Jesteś wrogo nastawiony do WOŚP?”
Po pierwsze, nie mam i nikt nie ma w Polsce żadnego obowiązku brania udziału w tej akcji.
Po drugie, wkurza mnie i irytuje budowanie jakiegoś mitu, legendy, atmosfery, w której nikt nie ma prawa mieć innego zdania lub nie daj boże skrytykować i powiedzieć: „Nie podoba mi się to, co robi Jerzy Owsiak.” Otóż ma prawo. Póki jeszcze żyjemy w wolnym kraju, to może tak być.
Mnie się nie podoba, co w ostatnich latach robi Jerzy Owsiak. Nie podoba mi się, że podpiął serduszko pod kampanię polityczną i to mnie irytuje. I nawet jeśli to jest najcudowniejszy, najfantastyczniejszy cel, to przecież nie jedyny sposób na dzielenie się tym, co mamy, z innymi. Osobiście bliżej mi sposobu, jakiego uczył Adam Chmielewski – brat Albert, czyli: miłosierdzia bez rozgłosu.
Czy to oznacza, że namawiam ludzi do tego, żeby tego nie robili? Żeby nie wrzucali do puszek, nie pomagali? Nie, absolutnie. Jeśli komuś to odpowiada, akcja go wciąga i chociaż ten jeden dzień w roku myśli o innych, a nie o sobie – to już warto. To w pewnym sensie rodzaj dziewiętnastowiecznej dobroczynności w stylu „raz w roku jesteśmy dobrzy”. Ale jeśli nawet, to i tak ma to sens.
Wszystkim tym, którzy zaangażowali się w akcję i w niej biorą udział, życzę powodzenia. Niech będzie jak najlepiej. Nie interesują mnie wyliczenia, kto, ile i jak, bo to nie moja sprawa. Te zebrane pieniądze zostaną później zamienione na coś konkretnego dobrego, i to mi wystarcza. Ale jeśli ktoś ma wątpliwości, lub wybiera inny sposób, to nie krzyczcie, nie kamienujcie, nie opluwajcie etc. Bo tam, gdzie odbiera się ludziom prawo do zabierania głosu, odmiennego poglądu, spojrzenia na sprawy, wydarzenia, ludzi – rodzi się zło a nie dobro. A w tym przypadku chodzi przecież o to pierwsze.
Tylko nie mówcie mi, proszę, że nie mogę, że nie mam prawa, że jak to, że to skandal, że jak można się nie angażować w tak szczytny cel? Albo wyrażać swoje wątpliwości?
Pomaganie jest naszym osobistym wyborem. Jest prawem, nie obowiązkiem, a firmujący akcję jej twórca i pomysłodawca Jerzy Owsiak nie musi być moim guru i idolem i nie posiada też, o ile mi wiadomo, specjalnego immunitetu zabraniającego ludziom krytyki tego, co robi. Rozumiem, że dla mainstreamu jest święty, ja mam innych świętych i tego się będę trzymał.
Dobrej nocy.
Marian Antonik




