Johannes Hartl to mój ulubiony Niemiec. Nie znamy się osobiście, ale przyuważyłem, że od kilku lat pozytywnie wpływa na moje myślenie. Ostatnio miałem okazję posłuchać go na żywo w Krakowie, gdy publicznie przemawiał na temat postmodernistycznego ego. Już zbierałem się w sobie i układałem przy pomocy translatora Google wyznanie o mojej sympatii względem jego osoby, gdy w czasie przerwy straciłem go z oczu na konferencyjnej sali.
Sympatia ciągnie się już od 8 lat. Po raz pierwszy usłyszałem go w Warszawie i na dzień dobry uprzedziłem się, że Niemiec. Nie chciałem słuchać wykładu w szorstkim, drażniącym mnie języku. Jednak to nie brzmienie języka było powodem awersji do prelegenta. Wychowany na peerelowskich filmach wojennych, na książkach o zbrodniach wojennych, do tego dźwigający generacyjny bagaż wojennych doświadczeń rodzinnych, trafnie zlokalizowałem źródło niechęci: odezwał się we mnie ból skrzywdzonych podczas okupacji przodków. A nazbierało się tego sporo: stalag, partyzantka, Gestapo, Auschwitz, wywózka na roboty do Niemiec. Gdy wyszedł na scenę dwu tysięcznego audytorium przez głowę przemknęła mi myśl: ciekawe, gdzie stacjonowali jego dziadkowie podczas wojny?
Na szczęście przemawiał po angielsku, zresztą towarzyszył mu świetny tłumacz. Mój dystans w miarę tego, jak go słuchałem zmniejszał się, zaczął powoli przeradzać się w zadowolenie, a następnie przeszedł w zdumienie. Skąd ta zmiana perspektywy? Nie wnikając w szczegóły wykładu, Johannes dotknął bardzo osobistej struny, która zaczęła we harmonijnie rezonować. Jakby mu, ktoś podpowiedział czy doniósł jakie mam pytania i dylematy. Podczas prelekcji posługiwał się tablicą oraz kolorowymi pisakami, za pomocą których wizualizował w prosty sposób swoje koncepty i wnioski. Teraz najważniejsze: przedstawił grafikę, która była mi dobrze znana, ponieważ tydzień wcześniej, tą ilustracją, jedna ze znajomych opisała moją sytuację życiową. Zacząłem podejrzewać, że Johannesowi, ktoś przesłał telepatyczny raport na temat, tego co się dzieje w mojej głowie, ponieważ jego rysunek wraz z wykładem był logicznym wyjaśnieniem moich bolączek. Niespodziewany zbieg okoliczności. Wtedy go polubiłem. Przeczytałem jego trzy książki i czasami podpatruję w mediach społecznościowych. Niestety na YouTube posługuje się językiem niemieckim z wyświetlanym automatycznie tekstem angielskim. W Krakowie obiecał, że niebawem pojawią się jego filmy z językiem polskim.
Kim jest wyżej wspomniany i zachwalany przeze mnie Niemiec? Przytoczę co na jego temat mówi AI: Dr Johannes Hartl to niemiecki teolog katolicki, autor książek, mówca oraz założyciel i lider Domu Modlitwy w Augsburgu. Jest znaną postacią w kontekście nowoczesnej duchowości chrześcijańskiej w Niemczech. Posiada doktorat z teologii katolickiej, a także dyplomy z filologii germańskiej, literaturoznawstwa i filozofii. Mieszka w Augsburgu z żoną i czwórką dzieci.
W swoich wykładach interesująco łączy zagadnienia z obrębu filozofii, psychologii, kultury i teologii. Bierze udział w odważnej dyskusji na współczesnym Areopagu. W sekularyzowanych Niemczech na organizowaną przez niego konferencje zjechało 11 tysięcy osób. Jego działalność została zauważona i doceniona nie tylko przez środowiska chrześcijańskie, jest również zapraszany przez grupy z kręgu New Age lub osoby wyznające islam. Ostatnio gościł w Davos podczas Światowego Forum Ekonomicznego. Johannes pojawiając się w tak osobliwych miejscach jest sobą i nie ukrywa chrześcijańskich przekonań. Pomimo tego jest dla ludzi z innej bajki atrakcyjny i inspirujący.
Tu zamilknę i nie zdradzę więcej szczegółów o moim ulubionym Niemcu, zaciekawionych zapraszam do jego książek i mediów społecznościowych. Może, ktoś go polubi bardziej ode mnie i zacznie go słuchać nawet po niemiecku.




