W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie w ramach naszej strony internetowej korzystamy z plików cookies. Pliki cookies umożliwiają nam zapewnienie prawidłowego działania naszej strony internetowej oraz realizację podstawowych jej funkcji.

Te cookies są niezbędne do funkcjonowania naszej strony i nie może być wyłączony w naszych systemach. Możesz zmienić ustawienia tak, aby je zablokować, jednak strona nie będzie wtedy funkcjonowała prawidłowo
Te cookies pozwalają nam mierzyć ilość wizyt i zbierać informacje o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy poprawić działanie naszej strony. Pomagają nam też dowiedzieć się, które strony są najbardziej popularne lub jak odwiedzający poruszają się po naszej witrynie. Jeśli zablokujesz ten rodzaj cookies nie będziemy mogli zbierać informacji o korzystaniu z witryny oraz nie będziemy w stanie monitorować jej wydajności.
Te cookies służą do tego, aby wiadomości reklamowe były bardziej trafne oraz dostosowane do Twoich preferencji. Zapobiegają też ponownemu pojawianiu się tych samych reklam. Reklamy te służą wyłącznie do informowania o prowadzonych działaniach. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej polityce prywatności.
SportBB

Bez tego „zawodnika” trudno wyobrazić sobie powrót TSP do I ligi

Bez tego „zawodnika” trudno wyobrazić sobie powrót TSP do I ligi

Mecz Podbeskidzia z Sandecją przeszedł już do historii. Emocje powoli opadają. W sieci wciąż pojawiają się setki zdjęć, rolek i opowieści. Miałem okazję być tam, w samym środku wydarzeń, i wiem, że na długo to we mnie zostanie.

Ostatnie lata nie były dla TSP łatwe — i to pod każdym względem. Klub, po kolejnych spadkach, najpierw z Ekstraklasy, a potem z I ligi, borykał się z całym mnóstwem problemów. Właściwie prawie nic nie funkcjonowało tak, jak powinno, a klub coraz bardziej pogrążał się w chaosie. Kolejni prezesi nie dawali rady, kasa świeciła pustkami, a następni trenerzy kończyli swoją pracę spektakularnymi porażkami i nietrafionymi transferami. Zapowiadane sukcesy nie nadchodziły, a nad TSP coraz mocniej zbierały się czarne chmury.

Na ten awans pracowało wielu

Nie od dziś wiadomo, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Znam to doskonale, bo sam przeżyłem to na własnej skórze. Dlatego chcę choć na chwilę pochylić się nad sobotnim sukcesem, bo jestem przekonany, że trzeba i warto napisać o tych, którzy do tego sukcesu dołożyli swoją cegiełkę a właściwie bardzo dużo cegieł, zanim ustawi się długa kolejka po „ordery” za powrót do I ligi.  Byli tacy, którzy wieszczyli już całkowity upadek klubu, i tacy, którzy zacierali ręce, bo od czasu, gdy jeszcze jako Ceramed, grający w Komorowicach, klub zaczął odnosić sukcesy i wspinać się coraz wyżej, nie potrafią znieść, że temu klubowi udało się zajść tak daleko.

Jakby tego było mało, w ostatnim czasie mniej lub bardziej świadomie nakręcano — również w mediach — kompletnie idiotyczną i pozbawioną sensu „miejską wojnę futbolową” między TSP a Rekordem. Po co i komu ma to służyć? Tego nie wiem, a może po prostu nie chcę wiedzieć. Wiem natomiast jedno: na pewno nie służy to lokalnej społeczności, która żyje piłką i ją kocha.  A każdy klub i każdy chłopak kopiący w piłkę, obojętnie w jakich barwach zasługuje na uwagę. 

Ale wracając do sedna. W całym tym trudnym okresie, a szczególnie w ostatnich dwóch latach, był jeden „zawodnik”, który nigdy nie zawiódł, nie zwątpił, nie uciekł i stał murem za TSP. Tym zawodnikiem był „Młyn” wraz ze swoimi kibicami — dla mnie najlepszy gracz ostatniego sezonu.

Młyn to cos więcej niż kibicowanie, to stan umysłu

To był jeden z powodów, dla których bardzo chciałem oglądać mecz z Sandecją właśnie z „Młyna”. Jestem przekonany, że to właśnie tam bije serce tego klubu. Kochamy zawodników i trenerów, zwłaszcza wtedy, gdy odnoszą sukcesy i wygrywają. To oni piszą historię TSP — i swoją własną. Ale serce klubu, a także jego sens istnienia i siłę, stanowią kibice. I nie ci, którzy pojawiają się od czasu do czasu, ale tacy jak ci z Bielskiej Twierdzy.

O ruchu kibicowskim napisano już wiele, często niezbyt przychylnie. Naszej ekipie także nieraz się obrywało i nadal, kiedy tylko pojawia się pretekst, ktoś próbuje im dokładać. Prawda jest jednak taka, że bez „Młyna”, bez ich dopingu i oprawy, mecze byłyby znacznie uboższe — pozbawione tego wszystkiego, co czyni je prawdziwym widowiskiem. Ci, którzy nie mieli okazji tego doświadczyć od środka, zobaczyć, dotknąć i poczuć, będą powielać często nieprawdziwe opinie i sądy.

Prawda jest taka, że sport bez dopingu, kibiców i emocji traci sens. Świecące pustkami stadiony, to przygnebiający widok i smutny. Sobotnie 10. tys. widzów i kapitalny doping, po raz kolejny pokazały i udowodniły jaką siłą TSP są kibice i jaką bezcenną wartością jest sama marka Podbeskidzie, której nie udało się niektórym zniszczyć, mimo ciągłych starań. Siedzę więc wygodnie w fotelu, oglądam jeszcze raz zdjęcia, czytam opinie, a w głowie wciąż dudni mi okrzyk wyniesiony z sobotniego meczu, prosto ze środka „Młyna”: Podbeskidzie, Podbeskidzie, Podbeskidzie! 

 

 

Powiązane artykuły

O nas

Portal jest miejscem spotkania i dyskusji dla tych, którym nie wystarcza codzienna dawka smutnych newsów, jednakowych we wszystkich mediach. Chcemy pisać o naszym mieście, Bielsku-Białej, bo lubimy to miasto i jego mieszkańców. W naszej pracy pozostajemy niezależni od lokalnych władz i biznesu.

Cart