Kilka dni temu internet obiegła głośna informacja o tym, że prezydent Bielska-Białej Jarosław Klimaszewski odwiedził w miejscu pracy mieszkańca, który wcześniej krytykował go w sieci. Jak wynika z relacji, samorządowiec postanowił skonfrontować się z autorem obraźliwych komentarzy i odnieść się do całej sytuacji bezpośrednio. W sieci natychmiast pojawiło się wiele komentarzy — jedni uznali tę wizytę za stanowczą odpowiedź, inni ocenili ją jako kontrowersyjną.
To zdarzenie skłania jednak do szerszej refleksji nad granicami krytyki, hejtu i naruszania ludzkiej godności. Prawo do wyrażania opinii, także tej negatywnej wobec działań osób publicznych, jest czymś oczywistym. Nie oznacza to jednak, że osoby krytykowane, a często również oczerniane i poniżane, mają zrezygnować z prawa do obrony siebie, swojej rodziny i swojego honoru.
Jeszcze niedawno, gdy trzeba było stanąć z kimś twarzą w twarz i powiedzieć mu wprost, co się myśli, słowo miało większą wagę, a prawda była bardziej zobowiązująca. Dziś obrażanie innych w internecie nic nie kosztuje. Niestety, poziom agresji, brak zasad, język pogardy, kłamstwa i manipulacje sięgają zenitu. Coraz trudniej odróżnić prawdę od fałszu. Sami pozwoliliśmy, by przestrzeń publiczna została wciągnięta w nieustanną wojnę na słowa. W dużej mierze napędzają ją politycy, którzy budują na niej swój kapitał. Tyle tylko, że taka forma debaty odbija się później także na innych — na tych, którzy stają się jej ofiarami albo są w nią wciągani. Coraz mniej liczą się fakty, a coraz bardziej lajki, udostępnienia i zasięgi, które mają tworzyć armię wiernych wyznawców.
Jeśli więc ktoś pyta, czy prezydent Klimaszewski miał prawo odwiedzić mieszkańca, spojrzeć mu w oczy i odnieść się do jego krytyki, odpowiedź może być tylko jedna: tak, miał do tego pełne prawo. To także dobry sposób, by przenieść spór z internetu do prawdziwej rozmowy twarzą w twarz. Jak pisał Józef Tischner, dopiero w spotkaniu z drugim człowiekiem może dojść do prawdziwego dialogu, a nie do kolejnego monologu, który rozmową nie jest.
Bez względu na to, po której stronie sporu stoimy, należy się nam wzajemny szacunek. Być może najwyższy czas, by opamiętać się i przestać akceptować w przestrzeni publicznej język pogardy, nienawiści i ciągłej wojny.




