W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie w ramach naszej strony internetowej korzystamy z plików cookies. Pliki cookies umożliwiają nam zapewnienie prawidłowego działania naszej strony internetowej oraz realizację podstawowych jej funkcji.

Te cookies są niezbędne do funkcjonowania naszej strony i nie może być wyłączony w naszych systemach. Możesz zmienić ustawienia tak, aby je zablokować, jednak strona nie będzie wtedy funkcjonowała prawidłowo
Te cookies pozwalają nam mierzyć ilość wizyt i zbierać informacje o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy poprawić działanie naszej strony. Pomagają nam też dowiedzieć się, które strony są najbardziej popularne lub jak odwiedzający poruszają się po naszej witrynie. Jeśli zablokujesz ten rodzaj cookies nie będziemy mogli zbierać informacji o korzystaniu z witryny oraz nie będziemy w stanie monitorować jej wydajności.
Te cookies służą do tego, aby wiadomości reklamowe były bardziej trafne oraz dostosowane do Twoich preferencji. Zapobiegają też ponownemu pojawianiu się tych samych reklam. Reklamy te służą wyłącznie do informowania o prowadzonych działaniach. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej polityce prywatności.
BBlogosfera

Nie obraziłem się na mojego Boga

Nie obraziłem się na mojego Boga

Nie obraziłem się na mojego Boga, co najwyżej mamy ze sobą ostatnio dużo więcej do pogadania. To znaczy ja mam Mu wiele do powiedzenia, ON jak zwykle słucha. Więc siadam i piszę bo tak łatwiej…

Od najmłodszych lat, kiedy tylko w nasze myślenie włącza się abstrakcja a postrzeganie świata sięga głębiej niż widać na pierwszy rzut oka, zadajemy sobie pytanie jak żyć. Czasami to pytanie zadajemy sobie wprost, czasem pozostaje ono w głębokich pokładach naszej podświadomości, ale zawsze jest obecne. Wędrując przez życie idziemy od dawna utartymi szlakami, niekiedy jednak kluczymy, wkraczamy na nieznane ścieżki, błądzimy. Kiedy nam się zdaje, że już jesteśmy, znaleźliśmy to coś - to po jakimś czasie odkrywamy, że to była tylko fatamorgana. Szukamy mądrości życia nie po to by zabłysnąć jakąś naukową rozprawką, ale żeby samemu nie dać się połknąć przez świat – żeby się uratować. W tej wędrówce zawsze obok nas jest ktoś. Ktoś bliski. Tylko w jego przestrzeni prawdziwe odkrywamy siebie i uwalniamy nasze najskrytsze emocje. Zachłyśniecie dzisiejszym światem, techniką i wiarą w to, że możemy prawie wszystko, sprawia, iż żyjemy w tej Nibylandii, aż tu nagle znienacka coś nas wali obuchem po głowie …

Jeszcze wczoraj przekonani o tym, że panujemy nad naszym życiem -w jednym momencie, tracimy tą pewność, stabilizacje i nic już nie jest takie jak było. Wystraszeni i zapędzeni do kąta szukamy nadziei. Czuwanie przy kimś kogo kochamy i strach jaki nam towarzyszy w tych godzinach niepewności, zmienia wszystko. To co jeszcze kilka dni temu wydawało się solidnym fundamentem naszego życia, celem, pragnieniem – zostaje mocno zweryfikowane. Stoimy w kolejce do niewiadomej stacji przeznaczenia, zmuszeni do ćwiczenia cierpliwości, pokory – wytrwałości w czekaniu. To co przed momentem miało wydawałoby się dużą wartość, zupełnie przestało ją mieć. Bo tak naprawdę tą najprawdziwszą wartością nie są przedmioty a ludzie. 

Nadzieja uczy czekać- pisze ksiądz Twardowski. Chwytam się tej myśli. Nadzieja uczy czekać - jest jak tlen, życiodajne źródło, z którego płynie woda życia. Nadzieja uczy czekać, jest jak lekarstwo na przewlekłą chorobę, motywacyjna mantra w czasie czuwania. Jest źródłem wiary i receptą na zwątpienie.

Zosia umęczona i poraniona przytula się mocno. Ten „przytulas ” jest dla mnie jak zastrzyk energii, lek na smutek i strach, kop w stronę życia. Ale i przypomnienie, że nie wolno nam się poddawać – dla siebie, naszych, bliskich, przyjaciół, świata. Świata, który choć niedoskonały to jednak wart naszego zachodu. Nie kłócę się z Bogiem, nie mam żalu, pretensji. Nie obraziłem się i nie zatrzasnąłem drzwi. Staję przed nim w ciszy poranka, topię się w mgle wciskającej się wszędzie i zasłaniającej wszystko dookoła. I gadamy. A właściwie mówię tylko ja. Proszę o szybki powrót do zdrowia dla Zochy, o to, żeby ON nad nią czuwał i żeby jak najszybciej ból zniknął.  Dziękuje za to, że jest jak jest, bo wiem, jak mogło być… i na samą tą myśl moje serce znów wali jak młotem…

Wracam do domu, zaglądam do pokoju córki, upewniam się, że spokojnie śpi. Uff...

Biorę do ręki tomik Twardowskiego i powtarzam za nim: 

„Dziękuje Ci po prostu za to, że jesteś 

za to, że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest za logiczna 

za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem, które jest za nerwowe

 za to ze jesteś tak bliski i daleki, że we wszystkim inny

 za to, że jesteś już odnaleziony i nie odnaleziony jeszcze,

Że uciekamy od Ciebie do Ciebie

 za to, że nie czynimy niczego dla Ciebie, ale wszystko dzięki Tobie

 za to, że czego pojąc nie mogę – nie jest nigdy złudzeniem

Za to, że milczysz. 

Tylko my- oczytani analfabeci chlapiemy językiem”

 I dodaje od siebie

I za to, że jesteśmy 

8 luty 2026 Bukowina Tatrzańska 

 

 

 

 

 

Powiązane artykuły

O nas

Portal jest miejscem spotkania i dyskusji dla tych, którym nie wystarcza codzienna dawka smutnych newsów, jednakowych we wszystkich mediach. Chcemy pisać o naszym mieście, Bielsku-Białej, bo lubimy to miasto i jego mieszkańców. W naszej pracy pozostajemy niezależni od lokalnych władz i biznesu.

Cart