Jak zwykle o tej porze roku, po pierwszych większych opadach śniegu, zadzwonił do mnie pewien znajomy, nazwijmy go B. Dzwoni właściwie tylko raz w roku, czasem dwa.
B. ma samochód i z tego co wiem, używa go dość intensywnie, ale oprócz samochodu ma też żonę i mamę, która z nimi mieszka. Z kolei one obie nie posiadają ani samochodu ani prawa jazdy, poruszając się po mieście pieszo lub autobusami. I jak się „poruszą”, to delikatnie zwracają mu uwagę na swoje spostrzeżenia. A on, prawdopodobnie mniej delikatnie, przekazuje je mnie. O co chodzi? O bielskie drogi.
Od pewnego czasu nie słyszę już narzekań na źle odśnieżone jezdnie. Pokrywa się to z moimi obserwacjami: samochody jeżdżą po czarnej nawierzchni, główne ulice są naprawdę dobrze utrzymane, nawet błoto pośniegowe jest dość sprawnie usuwane. Czemu zatem B. narzeka, a ja – po naocznej weryfikacji – przyznaję mu rację? Bo ulice w mieście to nie tylko jezdnie, ale także chodniki, przejścia dla pieszych, przystanki autobusowe a nawet przejścia podziemne. Tymczasem zadowoleni mogą być tylko kierowcy, piesi są w Bielsku-Białej użytkownikami „gorszego sortu”.
Podczas gdy jezdnie są odśnieżone i bezpieczne, chodniki są zasypane i najeżone pułapkami. Kierowca jedzie komfortowo, a tuż obok pieszy brnie w śniegu i błocie, próbując nie wywinąć orła na śliskim chodniku i ćwicząc skoki przez przeszkody, by pokonać zwały śniegu, gdy przyjdzie mu do głowy nierozsądna myśl, by przejść przez ulicę. Często zresztą te przeszkody wynikają z… odśnieżania; po prostu to, co wcześniej zalegało na jezdni, pług uprzejmie przerzucił na chodnik lub pobocze. Ot, taki prezent od kierowców dla pieszych.
Problem jest złożony, bo o jezdnie dbają (za nasze podatki) wynajęte firmy, a o chodniki… No właśnie, kto ma o nie dbać? Prawo nakłada taki obowiązek na właścicieli posesji, do których przylegają chodniki. Ale tylko te bezpośrednio graniczące, jeśli chodnik jest oddzielony np. pasem zieleni – właściciel jest już zwolniony z tego obowiązku.
Wszystkie pozostałe chodniki to odpowiedzialność gminy. I to podwójna. Po pierwsze dlatego, że Straż Miejska może pouczać a w skrajnych przypadkach karać mandatami prywatnych właścicieli, którzy lekceważą swoje obowiązki. A po drugie: to służby miejskie mają obowiązek odśnieżenia i utrzymania w dobrym stanie zdecydowanej większości tzw. ciągów pieszych. Minimum przyzwoitości to odśnieżenie przystanków i przejść dla pieszych, by nie dochodziło do żenujących sytuacji, że starsze osoby brną po kolana w śniegu i błocie, by przedrzeć się do autobusu czy skorzystać ze zmiany świateł na przejściu dla pieszych. Scenka sprzed kilku dni: autobus podjeżdża na pięknie odśnieżoną zatoczkę, z której cały śnieg został odgarnięty na skraj chodnika. W takich warunkach wejście do autobusu to dla niektórych ekstremalne wyzwanie!
B. zawsze kończy wezwaniem: zrób coś z tym! Kiedy mogłem, coś robiłem: interweniowałem, pisałem interpelacje, dzwoniłem „gdzie trzeba”. A teraz? Mogę tylko o tym napisać, może ktoś przeczyta i się zastanowi? Bo na razie śnieg stopniał ale przecież zima i śnieg jeszcze wrócą, a wtedy B. znowu zadzwoni…




